Brytyjskie jaskółki nad La Manche

Dodano:
Jak szeroki jest kanał La Manche? Przekonamy się o tym w czasie dyskusji o budżecie Unii Europejskiej na najbliższym szczycie wspólnoty.
Wielka Brytania jest teraz kreowana na "złego UE". Najpierw uznano ją za winnego niepowodzenia czerwcowej debaty w sprawie budżetu unii na lata 2007-2013, potem wypłynął list ambasadora Charlesa Crawforda, w którym rzekomo naśmiewa się on z Polski i innych nowych członków wspólnoty. W międzyczasie "wyciekła" z Downing Street informacja o planowanym jakoby drastycznym obcięciu pieniędzy, jakie nowe kraje członkowskie miały dostać z tego budżetu w ramach pomocy regionalnej.

Tak naprawdę to wszystko nie ma znaczenia. Podobnie jak zapowiadana na jutro deklaracja o nowej koncepcji utworzenia unijnego budżetu. Wszystkie te ruchy mają tylko na celu wysondowanie sytuacji przed szczytem, sprawdzenie, w jakim kierunku sprawy mogą się potoczyć. W tym sporze nie chodzi bowiem o wysokość budżetu, czy wielkość składki członkowskiej poszczególnych krajów. Chodzi o sprawy najważniejsze, o zbudowanie fundamentu istnienia wspólnoty. Londyn zrezygnuje ze swego rabatu, jeśli Paryż zgodzi się zmienić wspólną politykę rolną. To właśnie impas w tej sprawie uniemożliwia do tej pory przyjęcie budżetu.

Najbliższy szczyt będzie decydujący. Wielka Brytania zachowa się jak kraj wielki, jeśli zrezygnuje z całego (albo przynajmniej z dużej części) swego rabatu, spychając w ten sposób do opozycji Francję. Ten gest byłby wyraźny, nikt nie miałby wątpliwości, że to Londynowi dużo bardziej zależy na przyszłości wspólnoty niż Paryżowi. Problem w tym, że premier Blair wcale nie musi się tak zachować. Wielka Brytania zawsze podkreślała swą "splendid isolation", dla niej Europa to ląd po drugiej stronie kanału, a nie ten sam kontynent. Rozpoczynający się w czwartek szczyt pokaże, czy La Manche to strumyk, który można przeskoczyć, czy potężna, rwąca rzeka niemożliwa do sforsowania.

Agaton Koziński

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...